Nie żądamy niczego…

marzec 13, 2009 at 11:15 pm (music)

Halo! Halo!

Tutaj ja. Jak zawsze. Zawsze. Po prostu.

W sieci zależności, w sieci utkań, potknięć, mgnień

W mgnieniu oka, w mig śmiga

Rybce kierpce, podróż długa

Snu sobota, zasnuwa pokotem

W ciszy wieczoru..

Odkryła ostatnio, niedawno – zupełnie nie przypadkiem, a specjalnie, z polecenia - Powstanie Warszawskie - i przejmująco ją to ujęło, i trzyma w imadle słów i rytmu marszowego od rana po wieczór. Od dna po powałę. Aż się cienie wydłużają, kładą pod nogi i przewracają na złość…

Łacno i nieskładnie

Licznych nikt nie słucha…

Lao Che “Stare miasto”

Halo..halo..

Stało, stało

Mało, mało

Boso, boso

Trwale, trwale

Stale. Wcale.

Lao Che “Zrzuty”

Bezpośredni odnośnik Skomentuj

Blog Roku 2008

styczeń 7, 2009 at 2:48 pm (o sobie)

Popielnik powstał jako czujwające ciepło spraw codziennych, które są moje i tylko moje. Tak, to prawda. Taki był zamiar. Stał się ostatnio raczej spalarnią wszelkich frustracji i emocjonalnych rozeterek przemycanych między słowami. To też jest jakaś budująca jego funkcja. Można ten ładunek słów kierowanych do kogoś odrobinę uśmierzyć i umieścić tutaj. Jak zechce to przeczyta, jak zechce bardziej to zrozumie. Miał być mój, i tylko mój. A raczej miał być swój i tylko swój. Uniósł się jednak ostatnio razem z falą zmian i reform jakie tu się planują. Czekają one wszelako wpisane w brudnopis, bo ‘na wszystko przyjdzie czas i pora’. Z uniesień i przemyśleń, przeglądając portale informacyjne, między newsem o osunięciu się zbocza góry w Gwatemali, a spadkami walut na giełdzie, doszedł do wniosku, że jest jak ten Icek z dowcipu o loterii. Bardzo chciałby trafić szóstkę, ale nic w tym kierunku nie robi. Tak więc oto, wysłał Popielnik  los na loterię, żeby zwiększyć swoje szanse. Swoje, moje. Jak mawia Madzia: ” w naszej komunie, nie ma twoje, nie ma moje, jest nasze”. Reguła w domyśle dotyczy wszystkich zaimków dzierżawczych i  (o dziwo!) zazwyczaj jedzenia. Bo student jest zawsze nie tyle głodny, co nienajedzony.

Tak więc, zupełnie spontanicznie i nie myśląc o nagrodach, bo nawet w życiu nie marzył o czymś takim jak skuter, bo nawet nie wie na co to jeździ, zawsze, tak jak ja, preferował urządzenia napędzane energią własną, czyli np. rower czy trąbkę, w którą można zadąć i też głośno burczy, napisał słów kilka i już jest w zestawie konkursowym.

Tak oto go scharakteryzowałam:

“Gdzieś w epoce Wielkiej Smuty utknęła owa iskiereczka co mrugała z popielnika. Wyrwać się nie może, więc poniekąd trochę tworzy nieboże. Słowem”.

należą się tu przypisy i objaśnienia: Wielka Smuta nie ma nic wspólnego z tą znaną z książek historycznych, jest to swobodna wariacja dotycząca małych smutków, które  poważniej brzmią gdy są wielkie, a mniej poważnie gdy są smutami. Z moją rusofilią też się tego powiązać nie da, bo to czysto hobbystyczna pasja. Mrugać, czyli kokieteryjnie ocierać powieki o gałkę oczną w tempie zauważalnym przez inną osobę. Wyrwać się, czyli wyjść poza siebie bądź na zewnątrz czegoś, w czasie kiedy powinno się być w środku. Poniekąd – nie wiem co dokładnie oznacza, ale wielce miłe mi jest brzmienie tego słowa.

To by było na tyle tytułem wstępu, o ciekawszych rzeczach można poczytać w zakładce Blog Roku 2008

Bezpośredni odnośnik Skomentuj

Hopsasa

grudzień 12, 2008 at 1:56 pm (music, o niej)

Pobrana. Nie dziwi się wcale, że lepienie z gliny wykorzystuje się w celach terapeutycznych.

Czuje się sterapeutyzowana. Ona: manualnie defektywna, twórczo upośledzona, czuje się jak artystka. Artystycznie wyprawiona, wylepiona, wygrzana. Z nowej gliny lepiona, na nowo.

Zagrali też ładnie muzykanty. Nie byle jakie ludowe grajki, a mistrzowie folku. Łączący to co najlepsze w muzyce, czyli brzmienie  instrumentów, z tym co przysparza czasem zmieszania – tekstami ludowych przyśpiewek. Muzyką scalają ludzkie historie z historią.

Przywołują  słowem i smyczkami wsie całe, pola usiane, nieba znad wydeptanych ścieżek, dzięki nim  wkraczają na scenę roztańczone i rumiane dziewczęta, co to “całują się za piecem z Mateusem, po cichu”, wkracza cały barwny orszak sentymentalnych wspomnień

Tych zadawnionych, wybranych z dzieciństwa, lęków zabobonych przed zmorami i tych świeższych, łkających  w zimną poduszkę.

Nie pomaga leżenie w ciemności, w ciszy nocy…bo gwiazdy uproczywie mrugają, nawołuje głos sumienia mocnym szeptem… : ” czego odmienić nie można..nie można. Odejść, odejść..boso..boso…odjeść…czego odmienić nie można, nie można..zawsze boso..”

Zgubiłam Grzesiukowe ostrogi. Już zawsze boso.

Kapela ze Wsi Warszawa \’Maydów\’ 

Nie musi żadnej nocy podarować…

“muzyka niczym żywa woda – płynie, krzepi i raduje” (o Kapeli, podsłuchane).

 

tekst edytowany przez chwile zwichnięte

Bezpośredni odnośnik Skomentuj

Czasem łypnie rdzawym okiem…

listopad 16, 2008 at 11:32 pm (anatomia żartu)

Spełniają się jakoś cudownie najgorsze koszmary.

Cuda nie zawsze zdarzają się w porę. Inspirująco rzekła dona Suarez..

Błagała kiedyś swego Boga, żeby zerknął z nieboskłonu na nią niecierpliwą, żeby podsluchał jej rozmowy telefoniczne – długie i takie meryorycznie wyczerpujące, żeby zwrócił uwagę na tą egzaltację z jaką wypływają słowa z jej ust, na ten miękki chód, kiedy kołyszą się osadzone za nisko biodra. Żeby wyglądał czasem przez swe niebiańskie okna na ten przeciętny byt, co dla Niego chciał być bardzo. Wyjątkowy.

Teraz błaga, żeby uwolnił ją od własnej obojętności na własną filozofię życia.

Emocjonalna terrorystka wysadziła się sama w powietrze. Niech ktoś pozbiera jej szczątki, szczęki, zabierze buty. Na swych ścieżkach jedyne na co potrafiła wpaść to psia kupa.

Jakie to przykre, że wszystko ostatecznie sprowadza się do gówna.

Jurek Bożyk \’Hit the road Jack\’

Jurek Bożyk \’Ballada o rdzawym oku\’

Bezpośredni odnośnik Skomentuj

Cudownie jest!…tylko powietrza brak

październik 17, 2008 at 1:18 am (o niej)

“O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy niezmienny..”

Leopold Staff

 

O szyby czas dzwoni, czas dzwoni jesienny

I tłucze się w sercu, miarowy, przemienny..

 

Spontanicznie zarzuca postanowienia: poprawy, naprawy, przeprawy. Trochę się jeszcze plącze i mota w zeznaniach,ale podstawa to przyznać się przed sobą samym. Podstawa to nie ulegać presji, podstawa to wiedzieć czego się chce, czego się sobie samej życzy.

‘Każdy ma to na co go stać i na co zasługuje’ powiadają po stokroć mędrcy.

Widocznie tylko na to ją na razie stać, ale wierzy, że zasługuje na więcej, więc będzie się starać.

‘Życie jest tragedią dla czujących, komedią dla myślących’. Bernard Shaw.

Poczeka. Cierpliwie. Czuje za bardzo. Ale nie chce dotrwać do ostatniej sceny swej tragedii.

Czuje bardziej, że los jeszcze pozwoli śmiać się z komedii. 

Na razie przybywa tylko wiosen, a raczej jesieni na tym pustkowiu bez pomysłu. Razem z nią starzeją się zapiski z lat poprzednich, które ubiegły jej szybko za szybko -

 ”Szczęście ma się w sobie”,

“za szablę nie chwytasz, na koń nie siadasz..co się z Tobą stało, panie Wołodyjowski?”,

“Kochanie to niedola ciężka, bo przez nie człek wolny niewolnikiem się staje. … Kochanie to kalectwo, bo człek jak ślepy, świata za swoim kochaniem nie widzi… Kochanie to smutek, bo kiedyż więcej łez płynie, kiedyż więcej wzdychań boki wydają? …. Kochanie to choroba, gdyż w nim jako w chorobie twarz bieleje, oczy wpadają, ręce się trzęsą i palce chudną, a człowiek o śmierci rozmyśla albo jak w obłąkaniu za zjeżoną głową chodzi, z miesiącem gada, rad miłe imię na piasku pisze. …. Jeśli miłować ciężko, to nie miłować ciężej jeszcze, bo kogóż bez kochania nasyci rozkosz, sława, bogactwa, wonności lub klejnoty?”

…i choć upłynęło już tyle chwil, tyle sekund złapanych w zegary, tyle dni uwięzionych w kalendarzach, Strach rośnie i przerasta świadomość. Kwitną sady, kwitną jabłonie..pod moim domem, pod moim domem? Tułacze nie znają co to dom. Jakże to?…Kwitną sady pod moim domem..

Kwitną. Kwitną jabłonie. Wtedy czas nie istnieje, wraca się do początku, do zalążka siebie. Jest się wszędzie, z całym sobą i całym sobą.

I jest ukojenie.

Nie krzyczy ten obłąkaniec w środku co zaciska drżące pięści, ściany nie chwieją się z bólu od razów, podłoga leży bez ruchu, przylepiona do koszuli, łkania rozganiają kurz..

…bezsilność już jej nie szarpie, strzępy i projekcje wyobraźni nie osaczają, mrok poza kręgiem lampy na stole przestaje być przepaścią nie do przebycia..

Już się nie boi. Objęta sama w swojej dłoni przesiewa uczucia przez palce…

Szuka drogi do domu..do domu.. Bo nikomu nie chce być tułaczem. Bo tułaczem nikt nie chce z nią być.

Poczeka. Cierpliwie. Czuje za bardzo.

Tori Amos “Losing my religion”

thought that I heard you laughing..thought that I heard you sing….bo czyż nie?

Bezpośredni odnośnik Skomentuj

(…).

październik 12, 2008 at 11:25 pm (refleksyjnie)

Jan Kondrak – Tango triste

Rozchodzą się. Myśli.

                                                                 Rozchodzą się myśli.

‘Lecz ty się nie daj zgnębić, lecz ty się nie daj spętlić.’

                                                                                                          Nie daj się.

Poezja kołysze się na strunach. Koi..?

                                                                 Już nie.

‘Lecz ty się nie daj skruszyć. Lecz ty się nie daj zgłuszyć.’

Jak? Uprzejmie zapytuję jak..?..

Daj się zbliźnić..

                                                         Nie da się

“…odpuszczam. To tułacz wieczny. To zbieg.”

Zdzieraj pleśń! Mierz przestrzeń i czas! Wkładaj nowe buty!

 Odchodzi i nie wraca, przegania i …milknie.

Nie patrzy w oczy, nie jest ostateczny.

                                                                                Nie dba

 

Zdławieni i wzgardzeni..Trzymamy się prosto. Sami. Bez podpory. Smutna to myśl.

‘Tango to smutna myśl. Myśl, którą się tańczy’

Rozchodzą się. Myśli. Rozchodzą się myśli.

 ’Z kulą u nogi przeklętej pamięci (..)

                                                                przestała mnie słyszeć’

Bezpośredni odnośnik Skomentuj

“Wracamy lecz, od tej pory niestety nikt na nas nie czeka”

wrzesień 29, 2008 at 9:44 am (refleksyjnie)

Dlatego teraz siedzę i piszę.

Jan Kondrak – Dolina w długich cieniach

Właściwie to bardziej siedzę niż piszę, myślę niż siedzę..

trzy zwykłe kropki…

czy to już wielokropek?

” W życiu nie ma gotowych rozwiązań. Są siły na drogę i trzeba w nie wierzyć, a w ślad za tym przyjdą rozwiązania”

Jeśli nie przyjdą nowe, wrócą przeszłe. Wrócą..?

dopisek: Z dnia powszedniego 6 pażdziernika roku tego samego – Na widnokręgu. Już po drugiej stronie.

Bezpośredni odnośnik Skomentuj

…the same old song

wrzesień 21, 2008 at 3:33 am (o niej)

W kuku komizmie przebrzmiewaja wyrocznie dni. Bo zazwyczaj sąsiedztwo zbyt bliskie kończy się banicją hałasu. Stopy po kostki przebierają palcami w odstałej wodzie, brud zalega w zakamarkach. Paczkami da się wypchać cały kwadrat, cały okrąg, prostokąt..poniekąd..

Nadeszły zmiany, trochę się chmur rozchyliło, miało być słonecznie, a tymczasem poprzez zasłonę nocy popadał deszcz. Zrobił slizgawkę z asfaltu i utknęło wszystko na starcie..znowu…

Znowu trzeba będzie zacząć od początku…

Mało konkretnie, bez precyzji planu, nie wytrymowany jeszcze, ale świeży…skrojony jak materiału staje, śmiały, być może zbyteczny – plan.

Pograć słowami, pożonglować zaufaniem, nagiąć, przyciąć, zaprasować kilka zakładek i puścić w obrót na rynku bezwalutowym.

Czarne wtorki, czerwone środy, białe poniedziałki. Kolor weekendu to jest ten ulubiony, ten beztrosko rzekomy.

Paplanina się rozpoczyna.

Oj!

Niebezpiecznie kraść sygnały z kart sieciowych bez sieci zależności…

Niebezpiecznie pytać, kiedy się nie chce znać odpowiedzi oczywistej.

Niebezpiecznie szlochać publicznie, kiedy żadna materia uczuć nie warta jest strzępienia.

Gdy stąpa piękna…cicho zamykając drzwi za sobą…

Hope Sandoval ‘Take everything’

“Nieznośne twoje myśli
Zapamiętaj mnie, w sobie
Zachowaj wszystko
Zaprzecz wszystkiemu
Zachowaj wszystko, o mnie
 
W całym sobie,
tylko po to żeby wiedzieć
czy to spojrzenie tym samym jest wyblakłym
Nigdy nie dotrzesz, mimo słów i obietnic
Dlatego bledniesz niepostrzeżenie we mgle wspomnień
Przykro mi..
 
Nie chcę wiedzieć o wszystkim
Nie chcę wiedzieć o niczym
Czekasz na nią aż się wystrzępi?
Czekasz na pierwszy jej krok..?
 
Zabierz wszystko
Zaprzecz wszystkiemu
Zapamiętaj wszystko..”

Bezpośredni odnośnik Skomentuj

moskiewskoje research

sierpień 26, 2008 at 5:30 am (o niej)

Ostatnio w trzcinie nic się nie dzieje.

Nic na tyle specjalnego, żeby o tym pisać.

Zapisują się tylko migawki wspomnień pod powiekami i na twardym dysku pamięci.

Moskiewskie badania naukowe – żółte, pachnące rozmiękczoną ziemią..ciągnące się bez końca tak w przestrzeni agaru jak i w czasie. Bez większych szans na nagrodę Nobla, nie mówiąc już o satysfakcji własnej.

I tęsknię tylko cicho..patrząc na trucki and sink erator, w oczekiwaniu na lunch time, przechodząc obok recreation center, szukając po sklepowych półkach sour dough, nucąc “If you’re going to San Francisco”…

tęsknię cicho…do domu..

Bezpośredni odnośnik Skomentuj

moskiewskoje

sierpień 23, 2008 at 5:33 am (o niej)

Moskiewskie przemyślenia i gdybania.

Gdy w Moskwie późna noc, na wschodzie wstaje słońce.

i nie jest to pomyłka, ani dziura czasowa, która połyka miejsca o tych samych nazwach i umieszcza je po przeciwnej stronie globu.

To prawdziwie amerykańskie Moscow.

Moscow, w kórym robi się research na univeristy, spędza czas w labie, free time wykorzystuje się na making trips, doing shoppings, taking pictures, reading papers, attending parties…

I tak od wschodu do zachodu tego samego słońca…

aż przyjdzie weekend…otwierają się umęczone snem oczęta i świta amerykański idea w obolałym po całym tygodniu brain – a może tak położyć się na dywanie, wyciągnąć legs przed siebie na całą długość, upakować cały living w room w loud music…i tak zwyczajnie porobić nic…

w każdym języku świata..zwyczajne nic – nothing, niente..

Loud music – Fuel “Shimmer”

Bezpośredni odnośnik Skomentuj

Next page »