“ach, chyba jestem trochę szalony”
Nie ma o czym pisać. Bo i o czym by tu pisać. Nic się nie zjadło, nic się nie widziało, nic się nie popsuło, nic się nie powiedziało, nic się nie stało.
Tylko wróciły dzieci do domu swego rodzinnego.
Kontemplowały drogę.
Wsłuchane w radio centrum usłyszały, że szczęście wtedy się znajduje, kiedy jak najdłużej podtrzymuje się w sobie ciekawość świata.
Od Milana Kundery nauczyły się witać słowami, cześć pracy! i śmiać ze swej epoki.
Bo minie. Jak każda bajka.
Żadne siedem gór, siedem rzek i dolin jej nie ochroni. (mówiąc o górach chwyta za serce nostalgia, trzyma kurczowo, ściska, łzy wyżyma. Bo i czyż góra nie jest wysoka, tak, że człowiek czuje się zgodnie ze swym przeznaczeniem, nisko? I nabiera pokory, korzy się, poczuwa do dbania o tę odrobinę, którą posiada. A już siedem gór daje taki efekt niebagatelny, że brakuje miejsca na tę pokorę. Po to są doliny, ściele się pokorę w doliny. Wychodzi ponownie na szlak i zbiera dalej. Pewność, że nie zabraknie nam pokory kiedy przyjdzie czas uchylić czoła przed własną słabością. Zaczerpniemy wtedy z siedmiu rzek mądrość, że to co się robi, robi się dla siebie. Aby jak najlepiej służyć innym).
Styl Kundery.
Optymizm to opium dla ludu!