“God is a sweat running down my back”

styczeń 24, 2008 at 7:34 pm (o niej)

 Najlepsze rozwiązania przychodzą z najmniej oczekiwanej strony.

Jedno takie przyszło dzisiaj. Pełne było obaw natrętnie brzęczących koło uszu, jąkało się jak spotkało ten wzrok uważny, którego właścicielka swym słowem zdecydowała o naszym losie. Stres zapocił się w rękę, trema zeżarła sens zdaniom. Bóg spływał po naszych plecach. Mimo to, udało się. Możemy rzec: znowu jesteśmy po swojej stronie.

Miało pozostać enigmatycznie, ale zdradźmy, że najtrudniejsze są te rozmowy, w których od nas nie zależy nic. Kiedy poddawani wnikliwej inwigilacji staramy się wypaść jak najkorzystniej. Dzisiaj się udało.

Jeśli powiedzie się dalej zaczniemy wierzyć, że wszystko czego nam brak jest w zasięgu ręki. Bo wszystko czego potrzebujemy już mamy.

Czegóż nam brak?

Całych sznurowadeł.

Powiązań.

Cierpliwości.

Teraz…teraz…”skądkolwiek nie powieje wiatr, ten który powieje będzie dobry”.

Niech nie zabraknie wyzwań!

 Zanurz palce w ciepłej wodzie…

Odnośnik Brak komentarzy