“God is a sweat running down my back”
Najlepsze rozwiązania przychodzą z najmniej oczekiwanej strony.
Jedno takie przyszło dzisiaj. Pełne było obaw natrętnie brzęczących koło uszu, jąkało się jak spotkało ten wzrok uważny, którego właścicielka swym słowem zdecydowała o naszym losie. Stres zapocił się w rękę, trema zeżarła sens zdaniom. Bóg spływał po naszych plecach. Mimo to, udało się. Możemy rzec: znowu jesteśmy po swojej stronie.
Miało pozostać enigmatycznie, ale zdradźmy, że najtrudniejsze są te rozmowy, w których od nas nie zależy nic. Kiedy poddawani wnikliwej inwigilacji staramy się wypaść jak najkorzystniej. Dzisiaj się udało.
Jeśli powiedzie się dalej zaczniemy wierzyć, że wszystko czego nam brak jest w zasięgu ręki. Bo wszystko czego potrzebujemy już mamy.
Czegóż nam brak?
Całych sznurowadeł.
Powiązań.
Cierpliwości.
Teraz…teraz…”skądkolwiek nie powieje wiatr, ten który powieje będzie dobry”.
Niech nie zabraknie wyzwań!
Zanurz palce w ciepłej wodzie…