One night of magic rush…

luty 16, 2008 at 12:10 am (o niej)

Może akurat nie ta. Tak jak wiele innych też nie. Zwłaszcza tych, które się niespokojnie przesypia. Tym nie towarzyszy magia, nie wysiewa się z zakamarków jak artystyczna rzeżucha. Te noce zlepiają się w jeden nieistotny koszmar na jawie, dzwonią w nich głuche telefony, drepczą po nas drobne nóżki w zielonych, zamszowych, skrzacich butkach, wydłużają się ścieżki, które zazwyczaj prowadzą do domu. Nie zaczarują cię…

Ludzie lasu czy inne żuki.

Gosia mieszka w lesie. Od dzisiaj Gosia mieszka w lesie, ale nie należy się jej bać.

Buntuje się przeciwko niej technika  i zdobycze cywilizacji. Boli ją kark i drętwieje od za niskich stołków i pracy w pocie klawiszy. Wystawiają ją do wiatru bankomaty. Jest jak dziecko dopieszczone i wychuchane, co nie wie jak się bronić przed niegodziwością.

Ma sześć lat ciągle. Stale, niezmiennie, w zawieszeniu. 

Spierają się Szare Eminencje jej bytu, kto wprowadził ją w świat pojedynczych nocy i miliona kolorowych kuleczek. Ona nie rozstrzygnie tego na niczyją korzyść.

Oni i tak korzyści mają wiele. Mają swoje uporządkowane światy. Swoje pasje, które są zakaźne, ale wykazują tropizm i prawdziwe przywiązanie tylko do pierwotnego gospodarza.

Chyba dlatego taka się czuje…czuje się taka….taka…

No właśnie w tym rzecz. Nie czuje się.

‘Gosiu, czuj się’ – tyle miała do powiedzenia Szara Eminencja o kryptonimie Brat. Przed chwilą. Nakazała się czuć.

 Więc się poczuwam. 

Tylko gdzie się podział mój zestaw igieł do laleczki Voodoo?

Aha, a José González…śpiewa…o tym, że rytmiczne melodie z uderzeń życiowej perkusji, chociaż tak odmienne, składają się w jeden hymn miłości, obietnic, oczekiwań…i przywołań. Bezgłośnych.

One night…to call for hands of above. Wouldn’t it be enough?

For me? No.

1 komentarz

  1. rycerz powiedział

    “to call for hands of above, to lean on”
    ;)
    czuj się Gosiu, bo jak nie…

    …to Ci tak wpieprzę!

Napisz komentarz