One night of magic rush…
Może akurat nie ta. Tak jak wiele innych też nie. Zwłaszcza tych, które się niespokojnie przesypia. Tym nie towarzyszy magia, nie wysiewa się z zakamarków jak artystyczna rzeżucha. Te noce zlepiają się w jeden nieistotny koszmar na jawie, dzwonią w nich głuche telefony, drepczą po nas drobne nóżki w zielonych, zamszowych, skrzacich butkach, wydłużają się ścieżki, które zazwyczaj prowadzą do domu. Nie zaczarują cię…
Ludzie lasu czy inne żuki.
Gosia mieszka w lesie. Od dzisiaj Gosia mieszka w lesie, ale nie należy się jej bać.
Buntuje się przeciwko niej technika i zdobycze cywilizacji. Boli ją kark i drętwieje od za niskich stołków i pracy w pocie klawiszy. Wystawiają ją do wiatru bankomaty. Jest jak dziecko dopieszczone i wychuchane, co nie wie jak się bronić przed niegodziwością.
Ma sześć lat ciągle. Stale, niezmiennie, w zawieszeniu.
Spierają się Szare Eminencje jej bytu, kto wprowadził ją w świat pojedynczych nocy i miliona kolorowych kuleczek. Ona nie rozstrzygnie tego na niczyją korzyść.
Oni i tak korzyści mają wiele. Mają swoje uporządkowane światy. Swoje pasje, które są zakaźne, ale wykazują tropizm i prawdziwe przywiązanie tylko do pierwotnego gospodarza.
Chyba dlatego taka się czuje…czuje się taka….taka…
No właśnie w tym rzecz. Nie czuje się.
‘Gosiu, czuj się’ – tyle miała do powiedzenia Szara Eminencja o kryptonimie Brat. Przed chwilą. Nakazała się czuć.
Więc się poczuwam.
Tylko gdzie się podział mój zestaw igieł do laleczki Voodoo?
Aha, a José González…śpiewa…o tym, że rytmiczne melodie z uderzeń życiowej perkusji, chociaż tak odmienne, składają się w jeden hymn miłości, obietnic, oczekiwań…i przywołań. Bezgłośnych.
One night…to call for hands of above. Wouldn’t it be enough?
For me? No.
rycerz powiedział
luty 16, 2008 @ 12:17 am
“to call for hands of above, to lean on”

czuj się Gosiu, bo jak nie…
…to Ci tak wpieprzę!