believe in me…

luty 19, 2008 at 10:33 am (o niej)

Tak tak tak

Nie nie nie

Tak tak tak

Nie nie nie

Ale…ale..że o co chodzi? O tramwaj do Łodzi :D

A tak bliżej prawdy, która dla każdego oznacza co innego, chodzi o to, o co zwykle chodzi.

O to, że tyle jest zmęczenia w moim świecie, pustych ścian, które milczą gdy wstaje ranek, chociaż dopiero co się położył.

O to, że nie ma wytchnienia. W całym mieście nie można dostać ani kropli czasu. Jakby to był środek jakiegoś ogólnoustrojowego kryzysu.

O tych braci niesfornych, o których trzeba się martwić i śpiewać do snu żołnierskie pieśni, żeby cokolwiek pojęli. ‘Godzina siódma minut trzydzieści, kiedy pobudka zagrzmiała…’

O bałagan, o lekceważenie, o popsute ogórki, o niezdecydowanie, o słowa – o to, że to tylko słowa, o bolącą kostkę, o przemiał tego co bywało ważne a powoli przestaje, o naiwność, o to, że wiosny jeszcze nie ma, o kontenery z czułością, o obojęność, o nadmiary i niepewności, o to, że jak więzy krępują to się je zrzuca, o miliony kumulacji, o….końce, bo podobno prawdziwego mężczyznę poznaję się po tym jak kończy. A końcom nie ma końca, zwłaszcza jak ma się tyle do wyliczenia. Więc zostawiam końcowe trzy kropki, gdyby trzeba było dołączyć do reszty…

Z akcentów optymistycznych -wrócił w dobrej formie, innowacyjnej, świeżej aranżacji. Stał się inspiratorem do prania i grania. Wzruszył struny czarnej gitary utworem Volcano. Ryży Irlandyczyk ;D

…You give me miles and miles of mountains
And I’ll ask for the sea….

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz