She dreams in color, she dreams in red…
Marzy. Jedyne co robi po całych dniach. Robi to nieodpowiedzialnie, niesłownie, nagminnie.
A jak spytasz ją czy ma jakieś marzenia, to nie, nie ma. Nic tak naprawdę nie chce, niczego jej nie brak, niczego nie potrzeba.
Rowerek jednokołowy, rzeczy robiące bzium, pierogi przybywające z kosmosu, pieniądze, które się rozmnażają przez podział poprzeczny komórek linii ciągłych, nie więdnące tulipany….
Cała lista życzeń błogich, o których niby marzy…
W kolorach czerwonych, bo intensywnie, żeby nie usnąć nad tymi marzeniami. Ale zdarza się jej też na niebiesko, na żółto, na biało…
Pearl Jam podszywający się za dr. House’a.
On jest podobno Better Man.
Temperatura za oknem: 3 stopnie, w cieniu drzew bezlistnych.
Opad: sił, skuteczny.
Wiatr: słony, z dobrej strony, bo w plecy.
Moc wiatru: przerażająco targająca wszystkie części garderoby.
Zachmurzenie: względnie rozchmurzona.
Widoczność: sięga aż po Warszawę.
Będzie nas dzisiaj karmić filozofią jadłodajnia na Dobrej
A teraz…Gosi spokojna, Gosi wesoła..objuczona “skandynawskimi rytmy” prezentuje:
Audrey – Mecklenburg