Her first name’s Polly
Pewnie są jakieś słowa w języku polskim, którymi można by opisać to upojenie szczęściem po koncercie PJ Harvey.
Boję się tylko, że ich poszukiwanie wypełni “Godziny całe jak ciężarówki. Chwile będące jak pustynie głodu. Dni, które staną się ciągiem kroplówek opadających z sufitu jak z nieba”, a i tak zabraknie czasu na przewertowanie wszystkich słowników.
Rozważniej jest zaniemówić z zachwytu. Podziwiać w niemym olśnieniu. Oto Jej Wysokość we własnej osobie:
“Man-size” i niesamowite wykonanie “The Devil”
i jej Królestwo:
“Desperate Kingdom of Love”
“You’ll stand proud, face upheld
And I’ll follow you, into Heaven or Hell
And I’ll become, as a girl
In the desperate kingdom of love”
Z zapisków dnia powszedniego…
Dzień powszedni zaczyna się o 6.00. Długo się przeciąga w ciepłej pościeli zanim zdecyduje się wstać.
Przenosi się potem, nie bez oporów, do kuchni. Stawia czajnik na gazie. Chyłkiem przenosi się do łazienki, walczy o ciepła wodę z piecykiem, zaparowuje lustro, suszy rajstopy suszarką, balansując na granicy przepisów BHP w zakresie użytkowania suszarki. Woda się sączy nad umywalką, kable oplatają ręce, chwytające po puder..po szczoteczkę…po więcej…
Siedzi potem Dzień Powszedni przy stole i patrzy tępo na obłoki nad herabatą.
Wygląda za okno. W niebo bez obłoków.
Spina się w sobie, wrzuca na grzbiet cokolwiek i wybiega w przestrzeń. Myślami dużo dalszą. Sięgającą miejskich skrzyżowań wylotowych ulic, wierzchołków drzew falujących na trasie do.., łąk rozłożonych po horyzont, pól zżółknionych rzepakiem, namiotów z podpórek na chmiel…
…i wraca. Na przejście dla pieszych przy Głębokiej.
I to tyle magii w Dniu Powszednim.
Potem już tylko się ściemnia, zapada deszcz, zamyka szafa, gaśnie wyświetlacz na telefonie.
Herbata.
Czcionka 12..wypunktowanie…
Herbata.
Czcionka 12…numerowanie…
Herbata.
Czcionka 12…wstaw znak specjalny…
Papieros. Herbata. Herbata. Papieros. Herbata.
I guess you should know better
Po reklamach nadszedł czas na napisy końcowe. Jak w każdej bajce.
Taken by trees “Only yesterday”
“Wiem, że to dla ciebie jest trudne. Nie, (..). to nie jest trudne.
To jest proste.
(…) Odszedł.
I tak jest mu lepiej.
Wygrywa (…) i jest sławny na całym świecie.
To nie jest trudne.
On jest tam.
A ja jestem tutaj.
Gdzie wszystko jest tak samo.
Ciągle mieszkam w (…) mieszkaniu, chodzę po tych samych korytarzach (…). (…) i nawet to nie jest trudne.
To jest to, czym jestem.
To jest to, co wybrałam.
Ale, proszę pana,
Kiedy ręka mu drżała, to ja.. (…).
Ja trzymałam jego sekrety, ja pielęgnowałam jego dumę.
Pan to wie, ja to wiem i on to wie.
Wie to.
Ale nigdzie (…) nie pojawia się moje nazwisko.
Jestem niewidzialną ręką jego geniuszu.
Mimo to, choć wszystko jest tak samo,
jest zupełnie, zupełnie inaczej.
(…)
Byłam jego (…), a teraz jestem duchem.
To nie jest trudne.
To jest nie do zniesienia.
Wiem, że wszyscy są (…), ale ja nie jestem…
(…).”
i pewnie nigdy nie będę…
Nie wiem?
Niewiedza to błogosławieństwo.
Nie wiem.
Niewiedza to przekleństwo.
“A miałem ambicję stworzyć taką rezolutną rasę, mój Noe”.
Bóg
To be alone…with me
I tak się toczy, czasem przyspiesza, nic konkretnego nie wnosi, w zupie życia porem miesza, kłania się i powstaje, patrzy hardo w oczy, potem przeprasza…czy to jest mój? czy twój? czy już nasza..?
Sprawa.
Sama ze sobą. Niewiele potrafi ją cieszyć, a tak wiele ma wzorów radości wkoło. Tak wiele myśli do naśladowania, tak wiele rozsądnych słów i argumentów. A poddaje się tej paranoi przebrzydłej, zemdlonej, niedożywionej, strachliwej.
Nudzi ją wiele. Wiele jeszcze ją znudzi. Wiele ludzi.
Bo nie pojęte się wydawało do tej pory, aby móc “żyć tak wiele, a tak niewiele przeżyć”. Teraz, choć młoda, zamyka się szeroka droga. I nie wierzyła w to wcale, teraz musi. Zboczyć na węższą ścieżkę.
Sama ze sobą.