Dyspergator

czerwiec 13, 2008 at 10:21 pm (o niej)

Na kanwie neologiszczaków snują się dni przebiegłe.

Przebierają szybko nóżkami, wymykają się wieczorami, bujać w przestrzeniach. Wstają sumiennie gdy tylko budzik wywoła kolejną zaspaną godzinę. Wymagają wyprasowanych kołnierzyków, dopasowanych spódnic, skupienia, atramentu.

Ekstraktory. Wyławiają marzenia i lenistwo z materii ciężkiej pracy. Wynoszą na powierzchnię naładowane cząsteczki snów i rozpuszczają je ponownie w polarnym upale czerwcowego popołudnia.

 Zapisują się w archiwach uniwersyteckich stosami naukowego papieru.

Sesja.

Nie pozostaje bez wpływu na zdrowie, lot kukułczy, Euro2008, samotność i nieudolność.

Przeżera kawą żołądek, nadtrawia zmysły, frustruje i zawodzi.

Pełno niespełnień.

Dyspergator. Moja substancja. Ciągła materia trwająca czule, czuwająca trwale. Ułatwiająca rozdrabnianie stałych strachów, tak by zespoliły się z cieczą zwaną Ja, by nie dryfowały po powierzchni i nie zamazywały obrazu świata. Zmieniająca mój stan skupienia w płynne rozkojarzenie i poruszenie. 

Gdy działa chemia dyspergator jest jak metal - kowliwy i pociągający, 

sublimujący subtelnie w inspirację,

sypki – wymyka się konwenansom,

trudnorozpuszczalny – tylko z odpowiednią zasadą tworzy sól ziemi,

wytrąca się go kwasem z równowagi,

występuje w dużych ilościach w swojej własnej skorupie,

podatny tylko na polarne rozpuszczalniki i indagacje,

polimer dobrego czasu i cierpliwości, o lekkim, przyjemnym zapachu.

Prace nad zwiększeniem jego zdolności adsorpcyjnych do kompleksów o właściwościach fobowych trwają.

Trwają.

 ” Z głębokości do mnie wołasz. Wołasz, abym cię wysłuchał, nakłonił uszy me na głos twego błagania i milczysz.
- Mówże! Ja słucham. Czyżbyś zapomniał? Słucham i czuwam. Zawsze.”
                                                                                                         Bóg

A oto i boska Lisa Hannigan. W końcu solo!

Lisa Hannigan “Blurry”

I Lisa ponownie – ” My pirate disco”.

Słuchasz?

Słucham.

W boskim formacie mp3 dzięki pewnym chemicznym oddziaływaniom filowym z żywiczną i życzliwą  substancją z sąsiedniego pokoju.

Dziękuję :)

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Hit her with the hammer

czerwiec 2, 2008 at 3:53 pm (refleksyjnie)

“Rusza na przód. Wymyka się zawsze przodem. Wyprzedza swoje własne lęki i obawy. Wychodzi frontowymi drzwiami. Ktoś mógłby zatrzymać się onieśmielony i zaczepić ją słowem, zmieszać się wstydem z jej uczuciami. Ktoś mógłby zwrócić uwagę, że przytrzaskuje sobie swoje ego, i za każdym razem ono skrzypi niemiłosiernie. Ktoś mógłby niewybrednie poprosić: nie rób tego więcej.

Może i ktoś mógłby. Ale możność a chcenie są tak sobie odległe, że zanim się spotkają w pół schodów, ona jest już na dole. Przytrzaskuje swoją złość. Za każdym razem coraz głośniej.

I biegnie potem w słońcu z takim żalem. Robi miny do witryn, marszczy czoło. Uspokaja się głębszym oddechem powtarzając niezmiennie: to nie moja sprawa. to nie moja sprawa. co mnie to obchodzi. nic mnie to nie obchodzi. w dupie mam małych ludzi i ich małe sprawy (…).

Po chwili reflektuje się, że myśleć albo opisywać w spokoju lampki to jedno, a biec przez miasto i wytrwać w niepokoju cały dzień, to drugie. Zupełnie nie to samo. I tu i tu trzeba się skupić, tylko w swoim pokoju, przy lampce nikt na to nie patrzy. Nikt nie ocenia, nikt nie świdruje wzrokiem jakby mówił “a ja mógłbym ci powiedzieć”. W ciszy pokoju można też zaszlochać bezgłośnie. Można zamartwiać się bez ruchu. Nikt nie podejdzie i nie zapyta “cześć co słychać?”, nie trzeba się wić jak piskorz i zbierać na uśmiech, prężyć i mówić: ” w porządku”. Tylko samemu można być sobą. Położyć się pod białym sufitem i być sobie kimś, a jak się zechce to i nikim. Na ulicy nie ma sufitu. Niebiesko jest za wszędzie. Ludzi jest zbyt dużo. Zegarki im tykają, wąsy chodzą na wargami, oblizują się mokre języki, pocą dłonie i zgięcia łokci. Na ulicy nie można sobie tak po prostu usiąść i zapłakać. Na ulicy trzeba być społecznym. Nie można się przyznać bez słów, że nic się nie układa, że się wysypuje wszystko przez balkony, że najpierw wyrzuca się troskę o drugą osobę, potem zaraz leci pierze z wspólnych oczekiwań, potem oczarowania tłuką się rozczarowane o chodnik, i wybuchają wyrzutami wszelkie dobre chęci. Nie, nie można. Tego na ulicy pokazać nie można.

To się tylko zbiera w reklamówkę i zanosi do domu. Stawia w kąciku i czeka. Może przyjdzie po to jakiś właściciel? Może ktoś to zabierze? Tylko jak pokazać komuś ten kąt swego pokoju, skoro się tam ściany żadne nie schodzą.

Przeczekać. Przemilczeć. Przeprosić. Przekłamać. Przeliczyć. Może wróci? Może się zwróci? Może ku sobie?”

“Powiedziałem: gdyby się zdarzyło, że będziesz miał wszystko, a miłości byś nie miał, będziesz niczym.
- Nie żartowałem.”
                     Bóg

PJ “The Piano”

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Niech dni będą nasze

czerwiec 1, 2008 at 6:29 pm (refleksyjnie)

“I oto poczęło się lato. Niewinnie zupełnie.

Dziecię czerwcowe. Owiewa je przyjemny wietrzyk, rozmazuje na buzi słoneczne plamy. Przegania czas na kiedyś później niewprawna, drobna rączka. Mrugają nad jego głowami liście brzózek.

Po tych spojrzeniach namiętnych i szeptach szumiących fontannom nie mogło się skończyć inaczej. Oto więc jest. Owoc zatracenia. Jest latem. Nowe, ciepłe, rozkrzyczane milionem ptasich gardziołek, czerwone od wysiłku pierwszych, ciężkich westchnień.

Ciągało się to najpierw po parkach zielonych. Wyglądało gniazd ptasich na drzewach, polowało na dobre ujęcia szukając niecierpliwie wzrokiem czegoś więcej, kogoś bliżej. To tawuła tak otumania. Przywabia podstępnie, pachnie mimo, że nie pachnie, odmawia nogom posłuszeństwa, wmurowuje wzrok w jedne tylko oczy. I jak tu nie przepaść..?

Przepaść.”

To był dobry początek. Początki zawsze bywają spójne. Zazwyczaj każdy wie jak chce zacząć. Nawet jak nie wie, to nabazgrze jakieś pierwsze słowo i można je uznać za początek.

Początki bywają celowe – siadasz i myślisz, czas zacząć coś robić. Siadasz i zaczynasz. Nawet jeśli tylko siadasz, a nie zaczynasz, to jest to już początek.

Początki bywają dobre.

Co dalej?

“Wyraź siebie we mnie”
Tysiąc znaków

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz