moskiewskoje research
Ostatnio w trzcinie nic się nie dzieje.
Nic na tyle specjalnego, żeby o tym pisać.
Zapisują się tylko migawki wspomnień pod powiekami i na twardym dysku pamięci.
Moskiewskie badania naukowe – żółte, pachnące rozmiękczoną ziemią..ciągnące się bez końca tak w przestrzeni agaru jak i w czasie. Bez większych szans na nagrodę Nobla, nie mówiąc już o satysfakcji własnej.
I tęsknię tylko cicho..patrząc na trucki and sink erator, w oczekiwaniu na lunch time, przechodząc obok recreation center, szukając po sklepowych półkach sour dough, nucąc “If you’re going to San Francisco”…
tęsknię cicho…do domu..
moskiewskoje
Moskiewskie przemyślenia i gdybania.
Gdy w Moskwie późna noc, na wschodzie wstaje słońce.
i nie jest to pomyłka, ani dziura czasowa, która połyka miejsca o tych samych nazwach i umieszcza je po przeciwnej stronie globu.
To prawdziwie amerykańskie Moscow.
Moscow, w kórym robi się research na univeristy, spędza czas w labie, free time wykorzystuje się na making trips, doing shoppings, taking pictures, reading papers, attending parties…
I tak od wschodu do zachodu tego samego słońca…
aż przyjdzie weekend…otwierają się umęczone snem oczęta i świta amerykański idea w obolałym po całym tygodniu brain – a może tak położyć się na dywanie, wyciągnąć legs przed siebie na całą długość, upakować cały living w room w loud music…i tak zwyczajnie porobić nic…
w każdym języku świata..zwyczajne nic – nothing, niente..
Loud music – Fuel “Shimmer”








