…the same old song
W kuku komizmie przebrzmiewaja wyrocznie dni. Bo zazwyczaj sąsiedztwo zbyt bliskie kończy się banicją hałasu. Stopy po kostki przebierają palcami w odstałej wodzie, brud zalega w zakamarkach. Paczkami da się wypchać cały kwadrat, cały okrąg, prostokąt..poniekąd..
Nadeszły zmiany, trochę się chmur rozchyliło, miało być słonecznie, a tymczasem poprzez zasłonę nocy popadał deszcz. Zrobił slizgawkę z asfaltu i utknęło wszystko na starcie..znowu…
Znowu trzeba będzie zacząć od początku…
Mało konkretnie, bez precyzji planu, nie wytrymowany jeszcze, ale świeży…skrojony jak materiału staje, śmiały, być może zbyteczny – plan.
Pograć słowami, pożonglować zaufaniem, nagiąć, przyciąć, zaprasować kilka zakładek i puścić w obrót na rynku bezwalutowym.
Czarne wtorki, czerwone środy, białe poniedziałki. Kolor weekendu to jest ten ulubiony, ten beztrosko rzekomy.
Paplanina się rozpoczyna.
Oj!
Niebezpiecznie kraść sygnały z kart sieciowych bez sieci zależności…
Niebezpiecznie pytać, kiedy się nie chce znać odpowiedzi oczywistej.
Niebezpiecznie szlochać publicznie, kiedy żadna materia uczuć nie warta jest strzępienia.
Gdy stąpa piękna…cicho zamykając drzwi za sobą…
Hope Sandoval ‘Take everything’