Cudownie jest!…tylko powietrza brak
“O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy niezmienny..”
Leopold Staff
O szyby czas dzwoni, czas dzwoni jesienny
I tłucze się w sercu, miarowy, przemienny..
Spontanicznie zarzuca postanowienia: poprawy, naprawy, przeprawy. Trochę się jeszcze plącze i mota w zeznaniach,ale podstawa to przyznać się przed sobą samym. Podstawa to nie ulegać presji, podstawa to wiedzieć czego się chce, czego się sobie samej życzy.
‘Każdy ma to na co go stać i na co zasługuje’ powiadają po stokroć mędrcy.
Widocznie tylko na to ją na razie stać, ale wierzy, że zasługuje na więcej, więc będzie się starać.
‘Życie jest tragedią dla czujących, komedią dla myślących’. Bernard Shaw.
Poczeka. Cierpliwie. Czuje za bardzo. Ale nie chce dotrwać do ostatniej sceny swej tragedii.
Czuje bardziej, że los jeszcze pozwoli śmiać się z komedii.
Na razie przybywa tylko wiosen, a raczej jesieni na tym pustkowiu bez pomysłu. Razem z nią starzeją się zapiski z lat poprzednich, które ubiegły jej szybko za szybko -
”Szczęście ma się w sobie”,
“za szablę nie chwytasz, na koń nie siadasz..co się z Tobą stało, panie Wołodyjowski?”,
“Kochanie to niedola ciężka, bo przez nie człek wolny niewolnikiem się staje. … Kochanie to kalectwo, bo człek jak ślepy, świata za swoim kochaniem nie widzi… Kochanie to smutek, bo kiedyż więcej łez płynie, kiedyż więcej wzdychań boki wydają? …. Kochanie to choroba, gdyż w nim jako w chorobie twarz bieleje, oczy wpadają, ręce się trzęsą i palce chudną, a człowiek o śmierci rozmyśla albo jak w obłąkaniu za zjeżoną głową chodzi, z miesiącem gada, rad miłe imię na piasku pisze. …. Jeśli miłować ciężko, to nie miłować ciężej jeszcze, bo kogóż bez kochania nasyci rozkosz, sława, bogactwa, wonności lub klejnoty?”
…i choć upłynęło już tyle chwil, tyle sekund złapanych w zegary, tyle dni uwięzionych w kalendarzach, Strach rośnie i przerasta świadomość. Kwitną sady, kwitną jabłonie..pod moim domem, pod moim domem? Tułacze nie znają co to dom. Jakże to?…Kwitną sady pod moim domem..
Kwitną. Kwitną jabłonie. Wtedy czas nie istnieje, wraca się do początku, do zalążka siebie. Jest się wszędzie, z całym sobą i całym sobą.
I jest ukojenie.
Nie krzyczy ten obłąkaniec w środku co zaciska drżące pięści, ściany nie chwieją się z bólu od razów, podłoga leży bez ruchu, przylepiona do koszuli, łkania rozganiają kurz..
…bezsilność już jej nie szarpie, strzępy i projekcje wyobraźni nie osaczają, mrok poza kręgiem lampy na stole przestaje być przepaścią nie do przebycia..
Już się nie boi. Objęta sama w swojej dłoni przesiewa uczucia przez palce…
Szuka drogi do domu..do domu.. Bo nikomu nie chce być tułaczem. Bo tułaczem nikt nie chce z nią być.
Poczeka. Cierpliwie. Czuje za bardzo.
Tori Amos “Losing my religion”
thought that I heard you laughing..thought that I heard you sing….bo czyż nie?