Whatever
Wyangielszczone.
Wszyscy szukają frazy “napij się ze mną wina..”
Chętnie się napiję – w obrębie lubelskiego jestem u siebie
Jakoś tak się dziwacznie składa, że nic się nie dzieje. Nothing man. Nothing happen. Przesłania wszystko wstawanie poranne, jogurty na śniadanie, kawa przed 10.00, pierdoły mniej lub bardziej. Nawet pisać nie ma o czym. W melanocholii mejlowej, mnie też naszło na wspominki (już pominąwszy doszukiwania się podobieństw na zdjęciu ślubnym dziadków) – przypomniał mi się film Burtona: Big Fish. Zdecydowanie odhaczony do “odświeżenia”. Ogladałam go ostatnio tysiąc lat temu, i to bez napisów – kiedy moja znajomość angielskiego nie widziała drugiego dna w “pick up cherries”
Do obejrzenia ponownie. I do przesłuchania również. Bo w soundtracku swój udział ma nie kto inny tylko Pearl Jam.
Man of the Hour. Dzisiaj. Dla tych, którym deszcz pada na kark, a na głowę spadają inne przedmioty.