Strangely weird, weirdly strange..

Grudzień 19, 2010 at 7:46 pm (o niej)

Zbierała się już kilka razy. Wkładała rękawiczki, muskała wzrokiem niepatrzącym wnętrze pokoju i zbierała się do wyjścia.

Stawała jak wryta za każdym razem gdy przełykając ślinę powracało to błogie, nieznane od dawna uczucie ulgi.

W czymże jej te wełniane rękawiczki, wkładane i zdejmowane pozwoliły ulżyć?

Może w tym, że w końcu ma też na sobie buty, a to niezawodnie prowadzi do drzwi wyjściowych, a to sugeruje, że jak się je  otworzy i nikt nie stoi za progiem żeby go zaprosić do środka, to może się odważy wyjść w końcu na zewnątrz.

Jeśli w drzwiach nikogo nie ma to pretekst aby zostać w domu znika. Zwłaszcza, że spółdzielnia, mimo kryzysu, hajcuje w kaloryferach bez umiaru i ona właśnie czuje jak wypacają się we wszelkich zakamarkach jej ciała całe dżule albo i kilodżule tego ciepła. Wyjść. Wyjść..

Stoi dalej, stroi miny przed lustrem, jak małpka nieudaczna. “Wyjść- podpowiada ośrodek przegrzania. – Schłodzić umysł”. Ale co jeśli na samym dole, jak już zatrzasną się za nią automatyczne drzwi uczucie ulgi minie? Co jeśli zechce powrócić w te swoje cztery zielone ściany? Postanowi nagle spędzić dzień zawinięta w koc, otoczona parującmi kubkami z herbatą, z nikim innym tylko własnym nieudacznikiem. Samą sobą.(?)

Pytanie  retoryczne  ze stycznia ubiegłego roku.

Let’s just run away..

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.