Czasem łypnie rdzawym okiem…

listopad 16, 2008 at 11:32 pm (anatomia żartu)

Spełniają się jakoś cudownie najgorsze koszmary.

Cuda nie zawsze zdarzają się w porę. Inspirująco rzekła dona Suarez..

Błagała kiedyś swego Boga, żeby zerknął z nieboskłonu na nią niecierpliwą, żeby podsluchał jej rozmowy telefoniczne – długie i takie meryorycznie wyczerpujące, żeby zwrócił uwagę na tą egzaltację z jaką wypływają słowa z jej ust, na ten miękki chód, kiedy kołyszą się osadzone za nisko biodra. Żeby wyglądał czasem przez swe niebiańskie okna na ten przeciętny byt, co dla Niego chciał być bardzo. Wyjątkowy.

Teraz błaga, żeby uwolnił ją od własnej obojętności na własną filozofię życia.

Emocjonalna terrorystka wysadziła się sama w powietrze. Niech ktoś pozbiera jej szczątki, szczęki, zabierze buty. Na swych ścieżkach jedyne na co potrafiła wpaść to psia kupa.

Jakie to przykre, że wszystko ostatecznie sprowadza się do gówna.

Jurek Bożyk \’Hit the road Jack\’

Jurek Bożyk \’Ballada o rdzawym oku\’

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Kooks’i są wśród nas…

kwiecień 20, 2008 at 10:04 am (anatomia żartu)

Nadeszły dni gorszej pogody, za to lepszej pogody ducha.

Jak się okazuje śmiechem można nie tylko rozładowywać napięcie, ale i mordować głupotę. Miło coś czasem zadźgać ironią. Stać się prześmiewcą kłamliwych sytuacji i piewcą niepokoju myśli. Może wykiełkuje z tego sporyszu jakieś ziarno, i będzie jeszcze chleb z tej mąki braterskiej.

Oto sytuacja. Imiona bohaterów zostały wycięte, wszelka zbieżność z przypadkowym spotkaniem domniemanej dziewczyny mojego Brata w sklepie, podczas przechadzki z innym mężczyzną zamierzona. Tłumaczenie się z ucieczki przed lożą szyderców (tata i ja) mętne:

“…wcale nie chowam się przed twoją rodziną, słabo mi się zrobiło…więc przykucam za regałami w sklepie…

o tak! zrobiło mi się strasznie niedobrze, to dlatego..ale wcale nikogo nie unikam..

to nie tak, że nie poznaję, poznaję!..tylko przykucam…”

Cięta riposta na krętactwo mogła być tylko jedna: Nie, no jasne, że się nie chowa! Chciała zapewne pograć z nami w berka kucanego! A myśmy się nie połapali :P Kacapy z nas :P

ehh…- westchnęło we mnie coś przeciągle. i sama się łapie za przykrótkie włosy na czubku mojej własnej, wielkiej głowy. Przecież nie jestem mniej naiwna. Może nawet bardziej, bo czasem ckliwe hormony płaczą we mnie bez przyczyny, kołyszą tę huśtawkę emocji na osiedlowym placu zabaw.

późno już, ale się zdecyduję. tylko bez ciebie. bo pamiętam, że cię nie ma. zapominam kiedy jesteś. zapomiam…bo z tobą zawsze to samo! Chcesz tylko być! być! być!…

“Your turn, but i’m betrayed
By you my sweetheart”

Więc to tak! Wychodzimy dziś! I strzeżcie się! “The Kooks are out in the street!”

Nie mogłam się powstrzymać :P Uwielbiam ich!

Och, i jeszcze to (gdyby ktoś nie wyłapał swym spolszczonym uchem):

“Don’t you think that you went too far?
Do you want to see my heart bleed?
For you, you and him
Him and you you know my heart bleeds

I’ll never betray you, my love”

Jestem potworem :D

Cóż, taka się już urodziłam, płetwy i mankuspie.

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

“ach, chyba jestem trochę szalony”

styczeń 18, 2008 at 10:34 pm (anatomia żartu)

Nie ma o czym pisać. Bo i o czym by tu pisać. Nic się nie zjadło, nic się nie widziało, nic się nie popsuło, nic się nie powiedziało, nic się nie stało.

Tylko wróciły dzieci do domu swego rodzinnego.

Kontemplowały drogę.

Wsłuchane w radio centrum usłyszały, że szczęście wtedy się znajduje, kiedy jak najdłużej podtrzymuje się w sobie ciekawość świata.

Od Milana Kundery nauczyły się witać słowami, cześć pracy! i śmiać ze swej epoki.

Bo minie. Jak każda bajka.

Żadne siedem gór, siedem rzek i dolin jej nie ochroni. (mówiąc o górach chwyta za serce nostalgia, trzyma kurczowo, ściska, łzy wyżyma. Bo i czyż góra nie jest wysoka, tak, że człowiek czuje się zgodnie ze swym przeznaczeniem, nisko? I nabiera pokory, korzy się, poczuwa do dbania o tę odrobinę, którą posiada. A już siedem gór daje taki efekt niebagatelny, że brakuje miejsca na tę pokorę. Po to są doliny, ściele się pokorę w doliny. Wychodzi ponownie na szlak i zbiera dalej. Pewność, że nie zabraknie nam pokory kiedy przyjdzie czas uchylić czoła przed własną słabością. Zaczerpniemy wtedy z siedmiu rzek mądrość, że to co się robi, robi się dla siebie. Aby jak najlepiej służyć innym).

Styl Kundery.

Optymizm to opium dla ludu!

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Little Miss Sunshine :D

styczeń 11, 2008 at 11:17 pm (anatomia żartu)

Ślina nie kapie dzisiaj na cacykowe serce ani kaczy kuper w jabłkach, sączy się zaś pienistą strugą na gyrosową rozkosz dla podniebienia roboty własnej, w czosnkowej oprawie muzycznej, z nutką liryczną. Przepraszam nieustannie rozchodzi się falą dźwiękową po pokojach wypełnionych dzisiaj po brzegi serdecznym śmiechem.

Zawitała też, po raz kolejny, wzruszająca opowieść o Little Miss Sunshine, Franku znawcy Prousta, Emo-Milczku, Dziadku-Wymiataczu i całej prawdzie o Nieudacznikach. Rewelacyjna w chwili gdy namiętnie poszukuje się wielkiego błękitu.

“Nieudacznik to ktoś kto tak bardzo boi się przegrać, że nawet nie próbuje. Dopóki próbujesz nie jesteś nieudacznikiem”, rzekł Dziadek i schował się w żółtym bagażniku.

Nie jest to żaden oryginalny utwór z filmu, ale na banjo brzdąka Sufijan Stevens we własnej osobie.

Aha, i jak głosi stare przysłowie pszczół: ‘ Z filozofami nie warto się całować, nie są zaczarowani’

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

bezsenność, bezsilność, bez…

styczeń 5, 2008 at 11:17 pm (anatomia żartu)

Jeszcze nie pachnie bzem. Długo nie będzie, bo chorobliwie wieje w nasze słuchawki i nie można się połączyć z wiosną. Tymczasem, każda chwila jest dobra, żeby zacząć od nowa, na nowo, w nowym stylu, poniewczasie.

Leżą ładnie na parapecie, błyszczą się im czarne, skórzane rączki. Są. Połamane w końcu, ale niechybione jak reszta. Pałeczki. Chlorowo! :)

Muchy, ‘Galanteria’

 <dido> i come from poland
<alien_0_0> o kurwa mac
<dido> polak? ;d
<alien_0_0> no… I’m from London
<alien_0_0> but I hear this shit almost everyday while I’m working… =\

Pobrane z bash.org.pl, ale równie dobrze mogłoby być zasłyszane.

Aha, i gdyby pojawiło się w Waszym życiu coś co nijak się ma do rzeczywistości. Dzwońcie do Watykanu. Może coś im zginęło?

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

niecierpliwi kochankowie

listopad 16, 2007 at 12:11 am (anatomia żartu)

Podsłuchane na bruku lubelskiej starówki.Między zabytkowymi kamieniczkami hula wiatr. Ona przybiera ton histerycznie płaczliwy. Spod ściągacza kurtki wystaje fragment pleców, prosto z solarium, załamuje dramatycznie ręce sięgając jego piersi. On, ma białe adidasy i żuje gumę. Prowadzą dialog.

On: Chodźmy do ciebie.

Ona (przepraszająco): ….ale misiu, nie, do mnie nie….

On: To chodźmy do mnie.

Ona (płaczliwie):..misiu zrozum…może pójdziemy na spacer, do parku?

On: Nie. Nie. Spacerowaliśmy wczoraj. Wystarczy. Dzisiaj idziemy albo do mnie, albo do ciebie. A jak nie, to koniec.

Ona (histerycznie): To już chodźmy do mnie.

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz