Nie żądamy niczego…
Halo! Halo!
Tutaj ja. Jak zawsze. Zawsze. Po prostu.
W sieci zależności, w sieci utkań, potknięć, mgnień
W mgnieniu oka, w mig śmiga
Rybce kierpce, podróż długa
Snu sobota, zasnuwa pokotem
W ciszy wieczoru..
Odkryła ostatnio, niedawno – zupełnie nie przypadkiem, a specjalnie, z polecenia - Powstanie Warszawskie - i przejmująco ją to ujęło, i trzyma w imadle słów i rytmu marszowego od rana po wieczór. Od dna po powałę. Aż się cienie wydłużają, kładą pod nogi i przewracają na złość…
Łacno i nieskładnie
Licznych nikt nie słucha…
Lao Che “Stare miasto”
Halo..halo..
Stało, stało
Mało, mało
Boso, boso
Trwale, trwale
Stale. Wcale.
Lao Che “Zrzuty”
Hopsasa
Pobrana. Nie dziwi się wcale, że lepienie z gliny wykorzystuje się w celach terapeutycznych.
Czuje się sterapeutyzowana. Ona: manualnie defektywna, twórczo upośledzona, czuje się jak artystka. Artystycznie wyprawiona, wylepiona, wygrzana. Z nowej gliny lepiona, na nowo.
Zagrali też ładnie muzykanty. Nie byle jakie ludowe grajki, a mistrzowie folku. Łączący to co najlepsze w muzyce, czyli brzmienie instrumentów, z tym co przysparza czasem zmieszania – tekstami ludowych przyśpiewek. Muzyką scalają ludzkie historie z historią.
Przywołują słowem i smyczkami wsie całe, pola usiane, nieba znad wydeptanych ścieżek, dzięki nim wkraczają na scenę roztańczone i rumiane dziewczęta, co to “całują się za piecem z Mateusem, po cichu”, wkracza cały barwny orszak sentymentalnych wspomnień…
Tych zadawnionych, wybranych z dzieciństwa, lęków zabobonych przed zmorami i tych świeższych, łkających w zimną poduszkę.
Nie pomaga leżenie w ciemności, w ciszy nocy…bo gwiazdy uproczywie mrugają, nawołuje głos sumienia mocnym szeptem… : ” czego odmienić nie można..nie można. Odejść, odejść..boso..boso…odjeść…czego odmienić nie można, nie można..zawsze boso..”
Zgubiłam Grzesiukowe ostrogi. Już zawsze boso.
Kapela ze Wsi Warszawa \’Maydów\’
Nie musi żadnej nocy podarować…
“muzyka niczym żywa woda – płynie, krzepi i raduje” (o Kapeli, podsłuchane).
tekst edytowany przez chwile zwichnięte
Her first name’s Polly
Pewnie są jakieś słowa w języku polskim, którymi można by opisać to upojenie szczęściem po koncercie PJ Harvey.
Boję się tylko, że ich poszukiwanie wypełni “Godziny całe jak ciężarówki. Chwile będące jak pustynie głodu. Dni, które staną się ciągiem kroplówek opadających z sufitu jak z nieba”, a i tak zabraknie czasu na przewertowanie wszystkich słowników.
Rozważniej jest zaniemówić z zachwytu. Podziwiać w niemym olśnieniu. Oto Jej Wysokość we własnej osobie:
“Man-size” i niesamowite wykonanie “The Devil”
i jej Królestwo:
“Desperate Kingdom of Love”
“You’ll stand proud, face upheld
And I’ll follow you, into Heaven or Hell
And I’ll become, as a girl
In the desperate kingdom of love”