Nie żądamy niczego…

marzec 13, 2009 at 11:15 pm (music)

Halo! Halo!

Tutaj ja. Jak zawsze. Zawsze. Po prostu.

W sieci zależności, w sieci utkań, potknięć, mgnień

W mgnieniu oka, w mig śmiga

Rybce kierpce, podróż długa

Snu sobota, zasnuwa pokotem

W ciszy wieczoru..

Odkryła ostatnio, niedawno – zupełnie nie przypadkiem, a specjalnie, z polecenia - Powstanie Warszawskie - i przejmująco ją to ujęło, i trzyma w imadle słów i rytmu marszowego od rana po wieczór. Od dna po powałę. Aż się cienie wydłużają, kładą pod nogi i przewracają na złość…

Łacno i nieskładnie

Licznych nikt nie słucha…

Lao Che “Stare miasto”

Halo..halo..

Stało, stało

Mało, mało

Boso, boso

Trwale, trwale

Stale. Wcale.

Lao Che “Zrzuty”

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Hopsasa

grudzień 12, 2008 at 1:56 pm (music, o niej)

Pobrana. Nie dziwi się wcale, że lepienie z gliny wykorzystuje się w celach terapeutycznych.

Czuje się sterapeutyzowana. Ona: manualnie defektywna, twórczo upośledzona, czuje się jak artystka. Artystycznie wyprawiona, wylepiona, wygrzana. Z nowej gliny lepiona, na nowo.

Zagrali też ładnie muzykanty. Nie byle jakie ludowe grajki, a mistrzowie folku. Łączący to co najlepsze w muzyce, czyli brzmienie  instrumentów, z tym co przysparza czasem zmieszania – tekstami ludowych przyśpiewek. Muzyką scalają ludzkie historie z historią.

Przywołują  słowem i smyczkami wsie całe, pola usiane, nieba znad wydeptanych ścieżek, dzięki nim  wkraczają na scenę roztańczone i rumiane dziewczęta, co to “całują się za piecem z Mateusem, po cichu”, wkracza cały barwny orszak sentymentalnych wspomnień

Tych zadawnionych, wybranych z dzieciństwa, lęków zabobonych przed zmorami i tych świeższych, łkających  w zimną poduszkę.

Nie pomaga leżenie w ciemności, w ciszy nocy…bo gwiazdy uproczywie mrugają, nawołuje głos sumienia mocnym szeptem… : ” czego odmienić nie można..nie można. Odejść, odejść..boso..boso…odjeść…czego odmienić nie można, nie można..zawsze boso..”

Zgubiłam Grzesiukowe ostrogi. Już zawsze boso.

Kapela ze Wsi Warszawa \’Maydów\’ 

Nie musi żadnej nocy podarować…

“muzyka niczym żywa woda – płynie, krzepi i raduje” (o Kapeli, podsłuchane).

 

tekst edytowany przez chwile zwichnięte

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Her first name’s Polly

maj 22, 2008 at 11:17 pm (music)

Pewnie są jakieś słowa w języku polskim, którymi można by opisać to upojenie szczęściem po koncercie PJ Harvey.

Boję się tylko, że ich poszukiwanie wypełni “Godziny całe jak ciężarówki. Chwile będące jak pustynie głodu. Dni, które staną się ciągiem kroplówek opadających z sufitu jak z nieba”, a i tak zabraknie czasu na przewertowanie wszystkich słowników.

Rozważniej jest zaniemówić z zachwytu. Podziwiać w niemym olśnieniu. Oto Jej Wysokość we własnej osobie:

“Man-size” i niesamowite wykonanie “The Devil”

i jej Królestwo:

“Desperate Kingdom of Love”

“You’ll stand proud, face upheld
And I’ll follow you, into Heaven or Hell
And I’ll become, as a girl
In the desperate kingdom of love”

 

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz