Blog Roku 2008
Popielnik powstał jako czujwające ciepło spraw codziennych, które są moje i tylko moje. Tak, to prawda. Taki był zamiar. Stał się ostatnio raczej spalarnią wszelkich frustracji i emocjonalnych rozeterek przemycanych między słowami. To też jest jakaś budująca jego funkcja. Można ten ładunek słów kierowanych do kogoś odrobinę uśmierzyć i umieścić tutaj. Jak zechce to przeczyta, jak zechce bardziej to zrozumie. Miał być mój, i tylko mój. A raczej miał być swój i tylko swój. Uniósł się jednak ostatnio razem z falą zmian i reform jakie tu się planują. Czekają one wszelako wpisane w brudnopis, bo ‘na wszystko przyjdzie czas i pora’. Z uniesień i przemyśleń, przeglądając portale informacyjne, między newsem o osunięciu się zbocza góry w Gwatemali, a spadkami walut na giełdzie, doszedł do wniosku, że jest jak ten Icek z dowcipu o loterii. Bardzo chciałby trafić szóstkę, ale nic w tym kierunku nie robi. Tak więc oto, wysłał Popielnik los na loterię, żeby zwiększyć swoje szanse. Swoje, moje. Jak mawia Madzia: ” w naszej komunie, nie ma twoje, nie ma moje, jest nasze”. Reguła w domyśle dotyczy wszystkich zaimków dzierżawczych i (o dziwo!) zazwyczaj jedzenia. Bo student jest zawsze nie tyle głodny, co nienajedzony.
Tak więc, zupełnie spontanicznie i nie myśląc o nagrodach, bo nawet w życiu nie marzył o czymś takim jak skuter, bo nawet nie wie na co to jeździ, zawsze, tak jak ja, preferował urządzenia napędzane energią własną, czyli np. rower czy trąbkę, w którą można zadąć i też głośno burczy, napisał słów kilka i już jest w zestawie konkursowym.
Tak oto go scharakteryzowałam:
“Gdzieś w epoce Wielkiej Smuty utknęła owa iskiereczka co mrugała z popielnika. Wyrwać się nie może, więc poniekąd trochę tworzy nieboże. Słowem”.
należą się tu przypisy i objaśnienia: Wielka Smuta nie ma nic wspólnego z tą znaną z książek historycznych, jest to swobodna wariacja dotycząca małych smutków, które poważniej brzmią gdy są wielkie, a mniej poważnie gdy są smutami. Z moją rusofilią też się tego powiązać nie da, bo to czysto hobbystyczna pasja. Mrugać, czyli kokieteryjnie ocierać powieki o gałkę oczną w tempie zauważalnym przez inną osobę. Wyrwać się, czyli wyjść poza siebie bądź na zewnątrz czegoś, w czasie kiedy powinno się być w środku. Poniekąd – nie wiem co dokładnie oznacza, ale wielce miłe mi jest brzmienie tego słowa.
To by było na tyle tytułem wstępu, o ciekawszych rzeczach można poczytać w zakładce Blog Roku 2008
“w chwili obecnej mamy wszystko czego nam potrzeba”
A nawet więcej.
Fantastycznych przyjaciół.
Jeśli czasem zawodzą, to li i jedynie dla niepoznaki.
Nie chcą bowiem wracać do miejsc, z których przybyli. Tych przynależnych bogom i innym nieomylnym istotom. Lubią trwać tutaj, gdzie pomyłki się połyka, błędy trawi jak podły obiad, ale zgodnie z kulinarną maksymą każdego studenta: “Lepiej zwrócić, niż nie spróbować”.
Co wieczór pracują ciężko i z poświęceniem nad resztkami mnie po dniu długim, aby hartować silną wolę, ćwiczyć pewność siebie, doglądać optymizmu, który kiełkuje nieśmiało. I mimo, że bolą ich halluxy krwawiące i przeklinają często na stada nieokrzesanych nawyków, które błąkają się po ich przestrzeni życiowej, kochają swój los.
Wierzę, że kochają swój los.
We ‘wszystkim’ mieszczą się też drobne przyjemności:
Książeczka ze zniżkami na zestawy w mc’donalds.I’m lovin it.
Bilet na majowy koncert w Kongresowej, i to uwaga! w rzędzie za VIPami! Her first name is Jean, second – Polly. Po ojcu – Harvey.
Zaległa praca z angielskiego. Powstała dzisiaj, w wielkich bólach intelektualnych.
Temat na prezentację na seminarium. Nareszcie!
Solidny siniak na kolanie. Efekt nadmiernej czułości matki Ziemi, która przytuliła je siłą ciążenia do chodnika. Nie da się wykluczyć, że pewną rolę odegrała tu wrodzona gapowatość.
Finansowe wyzwania. Przeżyj tydzień za 4.35zł i jeszcze skseruj materiały niezbędne do kolokwium.
Czas na sen.
Apetyt, który zakończył swój strajk głodowy. Doszedł do porozumienia z rozstrojonym emocjonalnie żołądkiem, na mocy którego znowu będziemy jeść trzy razy dziennie, obficie.
Budyń waniliowy w szufladzie – w ramach spełniania postulatów o karmieniu ciała i ducha.
Zajęcia na basenie.
które się właśnie zaczynają…
Because…We. Are.Your. Friends. You’ll. Never. Be. Alone. Again.
Cheers! Danio Pręgowany
Aha, a rok 2008 jest rokiem Zbigniewa Herberta. “i długo za nim patrzę aż ginie w ciemnym pokoju profesorskim na końcu korytarza liści”.
Des Moines, czyli jak odkryto legendę…
Odgrzebano, wydobyto ze skrzyni niebytu, wyciągnięto na światło w zakresie widzialnym, otrzepano z pyłu i zaczęło grać. Oto jest. Des Moines,
nocne czuwanie
Jakem Popielnik czuwam, zwłaszcza w nocy. Przewijam film od nowa, projektuję nowe zdarzenia, obserwuję, notuję pilnie.
Wczoraj się zapomniałem, bo euforii nie było końca.
Dołączył do nas Dexter, mały, brązowy, z uchem na bakier, dźwigający przy obroży obietnicę z kapsla po soku Tymbark, “nie ma rzeczy niemożliwych”.
Tylko suchy nos zdradza, że sprawami bytu powszedniego jak i dawaniem głosu, a tym bardziej dawaniem z siebie wszystkiego, zajmował się nie będzie.
oto ja
I tak się zrodziłem, z popielnika, w listopadowy wieczór.
Stąd imię, Popielnik.
Teraz muszę być z metra cięty, gotowy na wszystko, wyspany, chłonący wszelkie bolączki i niepewności, a przede wszystkim odporny na antyinformatyczną ingerencję w moje wirtualne jestestwo, bo owa istota gotowa mnie zniszczyć,
i cierpliwy, bo to kobieta.
Ona, demiurg przy klawiaturze.