I guess you should know better

maj 18, 2008 at 9:35 pm (o..., refleksyjnie)

 

Po reklamach nadszedł czas na napisy końcowe. Jak w każdej bajce.

Taken by trees “Only yesterday”

“Wiem, że to dla ciebie jest trudne. Nie, (..). to nie jest trudne.
To jest proste.
(…) Odszedł.
I tak jest mu lepiej.
Wygrywa (…) i jest sławny na całym świecie.
To nie jest trudne.
On jest tam.

A ja jestem tutaj.
Gdzie wszystko jest tak samo.
Ciągle mieszkam w (…) mieszkaniu, chodzę po tych samych korytarzach (…). (…) i nawet to nie jest trudne.
To jest to, czym jestem.
To jest to, co wybrałam.
Ale, proszę pana,
Kiedy ręka mu drżała, to ja.. (…).
Ja trzymałam jego sekrety, ja pielęgnowałam jego dumę.
Pan to wie, ja to wiem i on to wie.
Wie to.
Ale nigdzie (…) nie pojawia się moje nazwisko.
Jestem niewidzialną ręką jego geniuszu.
Mimo to, choć wszystko jest tak samo,
jest zupełnie, zupełnie inaczej.
(…)

Byłam jego (…), a teraz jestem duchem.
To nie jest trudne.
To jest nie do zniesienia.
Wiem, że wszyscy są (…), ale ja nie jestem…
(…).”

i pewnie nigdy nie będę…

Nie wiem?

Niewiedza to błogosławieństwo.

Nie wiem.

Niewiedza to przekleństwo.

 

“A miałem ambicję stworzyć taką rezolutną rasę, mój Noe”.
                                                                                        Bóg

 

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Co się dzieje na Kubie

kwiecień 17, 2008 at 10:26 am (o...)

Rzucanie czegokolwiek to bardzo przykry proces, np.:

Rzucanie piłką przez zdesperowanego inwalidę bez rąk,

Rzucanie kochanych kobiet w ramiona innych przez emocjonalnych desperatów,

Rzucanie się pod koła zaparkowanego samochodu przez desperata,

Rzucanie desperata…(joke)

Najbardziej jednak przykre i dotkliwe fizycznie okazuje się być rzucanie palenia. Bynajmniej nie desperackie. Kolektywne za to.

Wydało mi się zabawne jak kiedyś rzucającej palenie koleżance, dla której największym problemem była potrzeba zajęcia czymś rąk i ust, doradziłam, że zawsze kiedy ma ochotę na papierosa powinna mieć w pobliżu swego chłopaka. Teraz nie śmieszy to za mocno.

Bo choć nie doświadczam katuszy dnia bez papierosa osobiście, to jednak odbija się na mnie rykoszetem terapia antynikotynowa.

Smozy są za drogie, bieganie może mnie wykończyć, bo dwa dni po mam ciągle objawy utraconej młodzieńczej kondycji (gwoli ścisłości, tydzień po – też), cierpliwość wystawia się na wielką próbę, silna wola kapituluje w obliczu jedzenia i słodyczy (tylko dlaczego też moja, skoro to nie ja rzucam..? Zachodzę w głowę po rozwiązanie, ale tylko pustką i głodem wieje po synapsach :P ).

Jest jednak jedna tego zaleta. Jako ta bardziej stanowcza i mniej uzależniona, stałam się kryzysowym rezerwuarem nikotyny…nieustannie wzywanym w nagłych wypadkach.

Bo nie można mieć wszystkiego od razu. :) Niesie nas jednak euforia, chłodna kalkulacja zaoszczędzonych pieniędzy, potrzeba bycia zdrowszym dla samego siebie.

Kilka tygodni później…

Dzień 26. terapii

Jakiej terapii? Terapia ze względu na szkodliwość i dotkliwe efekty uboczne została zarzucona.

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz